Gdzie jest Bóg, kiedy cierpią… zwierzęta?

  • This topic is empty.
  • Post
    Błażej Piątek
    Opiekun
    @piatek-blazej

    Dziś chciałbym napisać do Was krótko, jak Bóg używa śmierci i cierpienia, aby przewieść nas do siebie. Ktoś powiedział kiedyś, że każde świadectwo nowego narodzenia jest inne – nawet kiedy wypowiada je jedna osoba w różnych etapach swojego życia. To prawda.

    Miałem kiedyś psa, goldena retriviera, imieniem Hopkins, z którym się wychowałem. Byłem dzieckiem kiedy zawitała do naszej rodziny mała, piszcząca, kremowa kulka, zachwycająca przechodniów podczas spacerów po poznańskiej Wildzie. Kulka zaczęła szybko rosnąć i przekształciła się w wielkiego, niesfornego, śliniącego się obficie psa, takiego zrywającego smycze i biegającego swoimi własnymi drogami. Nic dziwnego, że byliśmy jak bracia! 😉

    Z biegiem lat przyszedł taki moment, że mój futrzasty towarzysz zaczął się starzeć. Hopkins zaczął mieć problemy ze wskakiwaniem do bagażnika samochodowego, zaczął też coraz więcej spać. Na wesołym pysku pojawiła się siwa sierść. Wreszcie nadszedł dzień, w którym mój przyjaciel nie był już w stanie samodzielnie chodzić. Próbował się podnieść, ale nie był w stanie. Tego samego dnia zdechł, na moich oczach, w ogrodzie.

    Ktoś powie: “poszedłbyś raczej do szpitala i zobaczyłbyś jak umierają ludzie. Dlaczego miałaby Tobą wstrząsnąć śmierć psa?”. Ale ja byłem w szoku. Prawdę mówiąc była to pierwsza śmierć żywej istoty jaką widziałem z bliska. Poza tym to był przecież mój przyjaciel.

    Jeszcze kilka minut wcześniej Hopkins był na świecie. Miał problemy z utrzymaniem się na łapach, próbował się podnieść i był to przykry widok… ale żył. Minęła chwila, coś się wydarzyło, a na trawniku zostały tylko psie zwłoki. Gdzie był teraz? Zniknął? Przestał istnieć? Poszedł do psiego raju? Zreinkarnował się i stał się innym psem gdzieś w Indiach?

    Był to ten sam dzień, w którym bardzo silnie odczułem co Bóg stara mi się powiedzieć: “przyjdzie taki dzień, w którym ty też umrzesz”.

    “Przyjdzie taki dzień, w którym ty też umrzesz”.

    Zdałem sobie sprawę, że mimo młodego wieku nauczyłem się po prostu nie myśleć o śmierci i o sprawach związanych z wiecznością. Tak było po prostu łatwiej – w końcu kto chce spędzić życie w strachu przed śmiercią i piekłem? Nie mogłem jednak przestać myśleć o tym co usłyszałem.

    “Przyjdzie taki dzień, w którym ty też umrzesz”.

    Dalej sprawy potoczyły się bardzo szybko. Dużo myślałem o śmierci i zdałem sobie sprawę, że mogę wprawdzie umrzeć za siedemdziesiąt lat i z wyrachowania nawrócić się cudem na łożu śmierci, aby trafić do Jezusa… albo jeszcze dziś może śmiertelnie potrącić mnie autobus, a ja z całą pewnością trafię do piekła. Taka była rzeczywistość. Nie wiedziałem kiedy umrę.

    Wiedziałem, że to jest moment, w którym Bóg wzywa mnie, abym nie zwlekał już więcej z przyjściem do niego i oddaniem mu wszystkiego: moich grzechów, mojego wieloletniego unikania Go, całego tego ciężaru, który sam włożyłem sobie na barki przez moje nieposłuszeństwo. Czułem też Jego ogromną miłość, gotowość całkowitego i absolutnego przebaczenia. I jeszcze coś: jakby radosne “tak długo czekałem na ciebie, Błażeju!”.

    Był to dzień, w którym uklęknąłem przed Bogiem po raz pierwszy od bardzo dawna, a z oczu poleciały łzy, takie trzymane gorliwie w środku i to od wielu lat.

    W tej samej chwili przyszedłem do Jezusa mówiąc:
    – Boże, przychodzę, bo wiem, że jestem daleko od Ciebie. Zmierzam do piekła. Jezu, uciekłem od Ciebie daleko i nie umiem samemu znaleźć do Ciebie drogi. Boję się śmierci i potępienia. Wiem, że na to zasługuję. Wiem, że Jezus jest gotowy wszystko wziąć na siebie, ale wiem też, że muszę oddać mu życie. Jeśli nie jest za późno, błagam, przyjmij moje życie teraz!

    Duch Święty odpowiedział. Wiem, że Bóg zauważył, że to była modlitwa szczera, desperacka, o ratunek życia, które zmierzało do wiecznej zagłady i właśnie zdało sobie z tego sprawę.

    Tego dnia stałem się dzieckiem Bożym. Ciężar grzechu zniknął, tak jakby zeszły ze mnie tony czegoś niewidzialnego, co przytłaczało mnie tak bardzo, że zapomniałem, że można żyć bez “tego”. W sercu zapanowało ogromne wzruszenie, radość i pokój. Jakby ktoś nagle zapalił ogromną lampę w starej, ciemnej piwnicy, a pomieszczenie wypełniło potężne, białe światło.

    Niedługo będzie siedem lat od tego wydarzenia. Od tamtej pory nigdy, nawet przez pół sekundy nie przestała mi towarzyszyć pewność, że jestem na zawsze pogodzony z Bogiem – mimo wszystkich moich niedoskonałości i słabości, z którymi cały czas toczę bój. Od tego dnia bywałem przed Bogiem w lepszej i gorszej kondycji, zdarzyło mi się nawet zejść z właściwej drogi już po nawróceniu – ale zawsze przyciągała mnie z powrotem ta wielka, biała, święta miłość Jezusa, jego gotowość przebaczenia i Jego “wracaj, Błażeju!”. Trzeba chcieć to zignorować – a ja nie chcę.

    Kiedy myślę dziś o utracie przyjaciela nadal odczuwam smutek. Oczywiście zelżał on na intensywności, poza tym dzielnie pociesza mnie stado rozbrykanych kotów. Odczuwam jednak wdzięczność, że Bóg zaczął mówić do mnie wtedy, kiedy zdechł mój pies i wezwał mnie, pełen miłości i gotowości do przebaczenia, abym nie zwlekał dłużej z oddaniem mu swojej duszy.

    Mogę też powiedzieć: nie boję się już śmierci, a piekło mnie nie dotyczy – a to ze względu na tę modlitwę, w której błagałem Jezusa o wzięcie kary na siebie. Zadziałała ofiara Jezusa na krzyżu, zadziałała Jego miłość i to czego On dokonał dla mnie – i dla Ciebie. Ja po prostu to przyjąłem.

    Czy spotkam futrzastego przyjaciela w Niebie? Tego nie wiem, mam nadzieję, że tak. Najważniejsze jednak, że spotkam Tego, który przyjął mnie, największego z grzeszników. Wtedy już wszystko będzie dobrze – na zawsze. Biblia mówi: “Wszystko, co Mi daje Ojciec, do Mnie przyjdzie, a tego, który do Mnie przychodzi, precz nie odrzucę” – J 6,37.

    A czy Ty odpowiesz Jezusowi? Czy słyszysz jak mówi “Przebaczę Ci wszystko. Czekam aż przyjdziesz do Mnie!”.

    "A wierny jest Pan, który was utwierdzi i strzec będzie od złego." - II Tes. 3:3
  • Musisz się zalogować, żeby odpowiedzieć w tym temacie.